Wychowałam się ze
stukaniem maszyny do pisania w tle. Miesiąc przed moim przyjściem na świat Mój
Ojciec zaczął pracować w Gazecie. Wcześniej był korespondentem, więc on sam
pewnie nie wiedział, tym bardziej ja nie wiem, w którym momencie Gazeta stała
się największą miłością jego życia. I choć do Mojej Mamy mówił zawsze:
"Iśka, jesteś moją największą miłością", to wszystko, co robił w
swoim życiu, świadczyło inaczej.
Uwielbiam więc ten
charakterystyczny, a kompletnie wyeliminowany dziś ze świata dźwięków,
odgłos czcionek uderzających o papier przewijający się na wałku. Stukanie
w Moim Domu rozlegało się o każdej porze dnia i nocy. Było gwarantem tego, że
Mój Ojciec jest w domu, a miewał przecież wielkie trudności z dotarciem na łono
rodziny ;). Po każdym stukaniu następowało telefonowanie i długie dyktowanie
tekstu paniom maszynistkom w wydawnictwie.
Zupełnie
niespodziewanie dla siebie samej otwarłam wczoraj kufer pamięci. Ktoś oczekiwał
ode mnie starych fotografii z Mojego Miasta, więc długo w noc przeglądałam
zdjęcia z odległych czasów. Dałam nawet pochopnie obietnicę, że mam całe pudło
dokładnie takich zdjęć, na jakie ten ktoś czekał. I gdy zaczęłam je przeglądać
oczami oczekującej na nie osoby, stwierdziłam, że to nie są te zdjęcia, o
których myślałam. W pierwszym impulsie, który trwał tak długo, że poszłam z nim
nawet spać, pomyślałam, że ktoś wyciągnął z pudełka zdjęcia, o których
myślałam, że w nim są. Zaczęłam nawet szukać winnego, a że podczas poszukiwań
weszłam do łóżka, sen mnie zmorzył i przeprowadził nie tylko przez świat i
czas, Kiedy Ja Byłam Małą Dziewczynką, ale i przez inne światy i czasy. Wtedy
zrozumiałam. Zrozumiałam, bo zapewne zobaczyłam to, co zawsze widzę oglądając
zdjęcia z magicznego pudła, w którym wciąż żyją miejsca, czas i ludzie, choć
wszystkiego tego, całego tamtego świata, od dawna już nie ma.
Mój Ojciec, Którego
Wtedy Nazywaliśmy Tańcia, w swoim warsztatcie pracy, prócz maszyny do pisania, miał
aparat fotograficzny. Ot, taki "Zenith", o którym w dzisiejszych
czasach kolekcjonerzy sprzętu fotograficznego marzą. Zawsze mówił, że
fotografowanie to jest jego hobby. Więc robił sporo, jak na czasy czarno-białej
kliszy, zdjęć. Niestety popełnił ten błąd, który powiela się w myśleniu wielu
ludzi. Myślał, że wszystko to, co jest na wyciągnięcie ręki, tak po prostu jest
i zawsze będzie. Toteż, kiedy tylko był poza miejscem zamieszkania
pozwalał sobie robić tzw, widokówki - zdjęcia krajobrazu, pejzaże, widoczki,
ulice miast, zabytki itd. Za to w Moim Mieście na zdjęciach są głównie ludzie.
Ale jakoś nigdy dotąd tak tych zdjęć nie odbierałam. Widziałam zdjęcie z Moją
Mamą trzymającą mnie na rękach, i widziałam fragment miasta, w którym to
zdjęcie było zrobione. Ba! Widziałam więcej: scenerię i gwar dziecięcych zabaw,
nawoływania rodziców, odgłos przejeżdżającego motocyklu, czułam zapach i
widziałam wszystkie kolory łąki... a tymczasem na tym zdjęciu istotnie
jest Moja Mama trzymająca mnie na rękach, na tle niewielkiego fragmentu
budynku. I tak każde zdjęcie. Kiedy Ja Byłam Małą Dziewczynką i później,
oglądaliśmy wszystkie rodzinne fotografie podczas specjalnych sesji. Wyglądało
to tak, że wszyscy - rodzice i dzieci - siadaliśmy przy stole, któryś z rodziców
miał przed sobą pudło i wyciągał zdjęcia jedno po drugim i opowiadał o
okolicznościach, w jakich chwila została uchwycona. I chyba nikt nie spodziewał
się na jak długo. Potem zdjęcie krążyło z rąk do rąk i następne, i następne...
Rodzice stosowali maksymę, jaką Moja Wychowawczyni zapisując w moim pamiętniku,
zapisała się w moim życiu: "Nie wspominaj, gdy zobaczysz, ale zobacz,
kiedy wspomnisz", bo zanim sięgnęło się po pudło ze zdjęciami,
przychodziły wspomnienia. Mój Ojciec, na Którego Wtedy Mówiliśmy Tańcia, zawsze
był przegrany w starciu na wspomnienia, a mieli ich więcej niż potencjalni
małżonkowie, ponieważ moi rodzice chodzili razem do klasy w szkole średniej.
Nigdy nie pamiętał faktów, mieszały mu się osoby, zdarzenia, przeżycia, co
wywoływało w nas salwy śmiechu, ponieważ, gdy Moja Mama utrzymywała się na
pozycji tej zdecydowanie lepiej pamiętającej, Mój Ojciec mówił, powtarzając za ich wspólnym, często wspominanym, profesorem Inglotem: "A pies z tobą
tańcował i małe pieski też".
![]() |
Tańci warsztat pracy |
Minionej nocy,
wyciągnąwszy magiczne pudło i otworzywszy kufer wspomnień, zobaczyłam na oglądanych
tysiące razy zdjęciach, coś zupełnie nowego - zobaczyłam koloryt epoki, w
której zostały zrobione, przez pryzmat wnętrz pomieszczeń, ubiorów i fryzur
ludzi, menu znajdującego się na stołach itd.