MOTTO

"Powiadają przecie:
nie dla bryndzy bryndza
nie dla wełny wełna
ani pieniądz nie dla pieniądza".
(St. Wincenz "Na wysokiej połoninie")

Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyjaźń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyjaźń. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 września 2019

Nasza Pełnia Żniwiarzy

A księżyc tamtej nocy w górach atlasu* wyszedł, zamiast dymu, prosto z komina. Oświetlił łamany dach, który pozwolił zachować schronisku sylwetkę starej owczarni i przez chwilę mocował się z chmurami, lecz te szybko ustąpiły mu miejsca na niebie i pozwoliły świecić całą pełnią, która ponoć powtórzy się dopiero za 30 lat. Bo była to Pełnia Żniwiarzy. Siedzący obok mężczyzna zapytał, czy wiem, ile czasu potrzebuje srebrna kula, by przesunąć się o długość swojej średnicy i roztrząsanie tego zajęło nam chwilę. Słaby ogień trzaskał gdzieś z boku, by nie iść w konkury z tym niepowtarzalnym światłem, a tylko dać ciepło i stworzyć atmosferę jakiej próżno szukać w świecie, który wybraliśmy do życia w codzienności.

*Góry atlasu powstały samoistnie, jak np. dziadoskie (bez w - po krakosku) cycki. Zawsze coś takiego się urodzi z naszych rozmów. Każde wypowiedziane słowo zostaje obezwładnione zbiorową ironią. I tak, w drodze pod górę, któryś z "chłopców" powiedział, że idziemy zbyt wolno, że jesteśmy dziady, na co któraś z "dziewcząt" (powiedzmy, że to byłam ja, tylko jakie to ma znaczenie) zaoponowała, mówiąc, że nie możemy być dziadami, bo mamy cycki, skąd już niedaleko było, by orzec: ale macie dziadoskie cycki. Dla równowagi, w drodze z góry, jeden z "chłopców" zaczął opowieść "gdy byłem w Górach Atlasu", na co jedna z "dziewcząt" (powiedzmy, że to byłam ja, tylko jakie to ma znaczenie) powiedziała, phi! też coś, przecież te góry też są w atlasie.

Nie ścigałam swoich marzeń z sunącym po niebie księżycem. Puściłam je wolno, by toczyły się w swoim tempie. Wiatr zaplątał pieśń w naszych włosach, gdyśmy szli połoniną, byśmy zabrali ją aż do teraz. Księżyc w Pełni Żniwiarzy dotarł na Łysego przed nami, rozsypał trochę gwiezdnego pyłu, posrebrzając nam drogę do krainy łagodności. Dzieliliśmy się okruchami pamięci i nie samym chlebem wtedy żyliśmy. Choć chleb był nad chleby, jak ten od Cześka, więc sięgaliśmy po wielkie kromy z krojoną w puszce konserwą. Najbardziej syciła nas ciągłość wspólnych wspomnień. To one były i są drogą do obfitej teraźniejszości. Rankiem budziły nas mgły, a nocą usypiał spokój. Jak zawsze pod Durbaszką, w górach atlasu.
Od kiedy pamiętam najlepiej układało się myśli ponad mgłami. Blisko słońca. Blisko gwiazd. Blisko nieba. Tam wszystko było i jest piękne. Piękne i proste. Jak życie.


poniedziałek, 6 lutego 2017

Lustracja w krzywym zwierciadle w kraju Nalejzupy

W królestwie Nalejzupy, które nie było wyspą, ludzie żyli według dekretów i zasad. Najważniejszym dekretem był dekret o nieskazitelnej porcelanie. Dopóki królestwem rządził król z dynastii Porcelitów dekrety i zasady były niezmienne. Ale czasy się zmieniały, lud burzył się z różnych powodów, a najbardziej z powodu tego, że tylko członkowie rodziny królewskiej i inni wysoko urodzeni oraz wysoko postawieni urzędnicy królewscy mogli posiadać i używać porcelanowe zastawy, które w dodatku przechowywano w pięknie rzeźbionych i inkrustowanych kredensach wykonanych z najdroższego drewna sprowadzanego z najodleglejszych zakątków świata, by potem zastawiać nimi bogate stoły. Wzburzenie ludu wzięło się stąd właśnie, że królestwo Nalejzupy nie było wyspą, wieści z ościennych krain przenikały granice wraz z wiatrami historii. Podczas jednej z zamieci lud królestwa Nalejzupy dowiedział się, że jest uciskany, a ucisk zostanie zniesiony tylko wtedy jeśli i on - lud, będzie mógł używać porcelanowej zastawy. Wraz z uciskiem zniesiono króla Porcelita XVII, władzę przejęła Rada Zastawna, która znosząc dekret o nieskazitelnej porcelanie, wydała nowe dekrety i zasady, ale i tymi lud zmierził się niebawem, zwłaszcza gdy okazało się, że porcelanowa zastawa jest krucha i delikatna i najnormalniej w świecie pęka w dłoni, którą pokrywa poorana bruzdami ciężkiej pracy skóra. Wiatry historii wiały, lud zmieniał i udoskonalał ustrój swojej krainy poprzez wybieranie wciąż nowych Rad, te zaś wydawały wciąż nowe dekrety i zasady, które z wierzchu stwarzały pozory, że porcelana jest wciąż porcelaną a lud może ją posiadać i używać jej. Aż przyszedł czas, w którym zniknęły ponoć wszystkie: stare i nowe zastawy porcelanowe tak jak niegdyś zniknął dekret o nieskazitelnej porcelanie.

Wtedy w kraju zapanowała Rada Szarych Ludzi i usiłowała wmówić całemu ludowi, że ceniona i rozsławiona przez dynastię Porcelitów porcelana tak naprawdę jest jakąś mrzonką, cieniem, niepotrzebnym zbytkiem, mitem wreszcie, który stworzono po to, by mydlić oczy, okłamywać, stwarzać iluzję i mamić biedny, spracowany lud. Rada Szarych Ludzi ogłosiła w swym dekrecie, że najlepsza dla ludu z kraju Nalejzupy jest zwykła ceramika z gliny, fajansu, w ostateczności z porcelitu. Dekretem zakazano produkcji, sprzedaży i posiadania porcelanowej zastawy jako tej, przy której rodzi się kaprys, zbytek, bunt. Ale, że kraj Nalejzupy nie był wyspą i wiatry historii przenikały przez granicę niosąc ze sobą wieści wte i we wte, dekret dopuszczał produkowanie porcelanowych zastaw, które można było nabyć w komplecie lub też dowolnie zestawiać, w zależności od potrzeb ale tylko za okazaniem specjalnego talonu. Wraz z produkcją szerzono jednak wieść, że każdy komplet i każdy cykl produkcyjny zawiera niewidzialną skazę, której obecność dyskredytuje porcelanę z należnego jej miejsca, które w micie stworzył lud jeszcze za czasów dynastii Porcelitów. Rada Szarych Ludzi chciała bowiem zachować pozory wśród rządzących i ludności krain ościennych, że niby zakazu nie ma, że nie odcina się od starych wartości, tradycji i obrzędów. Bo jeden z historycznych obrzędów polegał na tym, że przy porcelanowej zastawie zbierali się ludzie, którzy poprzez wspólny posiłek, rozmowę, uczestnictwo w uczcie z muzyką poważną, sztuką wysokich lotów, pieśnią, księgą i morałem wykuwali swój los. Co prawda Rada Szarych Ludzi zadekretowała, że gruby i siermiężny fajans jest odpowiedniejszy do wykuwania przyszłych postaw, kształtowania charakteru Szarego Człowieka, który to człowiek ma być człowiekiem nowych czasów, kto wie czy bardziej, czy mniej szarych, które miały nadejść w przyszłości i każdy, kto nabył porcelanową zastawę poddawany był kontroli i nadzorowi. Zakup porcelanowej zastawy za okazaniem talonu finalizowany był własnoręcznym podpisem nabywcy. Nie do końca znany był sposób przyznawania talonów, bo jednym razem było to związane z awansem zaś innym z degradacją. I choć nie każdy zakup się z tym wiązał, nabywca porcelany w chwili zakupu zobowiązywał się również do wypełniania okresowo ankiet, które miały służyć ponoć badaniu trwałości porcelanowych wyrobów. Czasem konfiskowano zastawę a wszyscy biesiadnicy znikali w niewyjaśnionych okolicznościach lub też Rada Szarych Ludzi dopuszczała się rzeczy, o których tylko szeptano pokątnie, nigdy zaś głośno, bo były tak okrutne, że trudne do uwierzenia.
Właśnie za czasów Rady Szarych Ludzi w kraju Nalejzupy zaczyna się nasza historia, historia Wybrańców, którzy spotykali się przy cudem zdobytej, z pietyzmem pielęgnowanej porcelanowej zastawie. Spotkania w Kręgu Porcelanowej Zastawy mogły mieć i miały różne formy. Każde spotkanie cechował odmienny charakter i tylko dlatego, że opowiadam bajkę a nie historię z prawdziwego życia, raz za razem Wybrańcy z Kręgu Porcelanowej Zastawy przeżywali inne przygody, realizując zadania, które były tak nierealne, że już tylko z tego powodu musiały być bajką. Bajka wnet przemieniła się w baśń, a czas ustanowił z niej legendę. Żaden z Wybrańców nie dopuszczał do siebie niecnie rozsiewanych pogłosek o rzekomych skazach na produkowanych w kraju Nalejzupy za czasów Rady Szarych Ludzi porcelanowych zastawach. By okazać lekceważenie dla tych pogłosek, choć każdy z Kręgu Porcelanowej Zastawy miał ulubiony kształt, kolor i wzór, wymieniali się czasem Wybrańcy talerzem, filiżanką, kubkiem, by wszyscy mogli spróbował smaku z każdego naczynia.
Mijały lata. Wybrańcy byli tymi, którzy zmieniali świat. Zmieniali dlatego, bo nigdy nie uwierzyli, że herbata pita z grubego glinianego kubka tak samo smakuje jak ta kosztowana małymi łyczkami z porcelanowej filiżanki, a biesiada urządzona przy fajansowym nakryciu nie różni się od uczty z porcelanową zastawą. Wybrańcy w tym nowym zmienionym świecie godnie nieśli przesłanie, z którym weszli kiedyś w życie. Lata tak szybko przemijały, wraz nimi tworzyły się nowe legendy ale też i fałszywe mity na temat porcelanowych zastaw używanych w czasie, gdy rządy sprawowała Rada Szarych Ludzi. Stworzyła się Grupa Ludzi Skupiona Wokół Pękatego Czajnika, która twierdziła z całą stanowczością, że wszystkie porcelanowe zastawy, które puszczano w obieg w czasie rządów Rady Szarych Ludzi w kraju Nalejzupy miały skazę, ta zaś dyskwalifikuje każdą wyrosłą podczas przyjęć w Kręgach Porcelanowych Zastaw legendę i jedyną zastawę bez skazy posiada ona - Grupa Ludzi Skupiona Wokół Pękatego Czajnika. Zaczął się czas terroru. W niepotrzebnych szafach członków Rady Szarych Ludzi obok trupów leżały spreparowane podczas zakupu dokumenty. Rada Szarych Ludzi dokładnie zabezpieczyła się na ewentualność utraty władzy. Posiadacz porcelanowej zastawy finalizując zakup własnoręcznym podpisem tak naprawdę zmuszony był do sporządzenia deklaracji, na podstawie której stwierdzał, że jest posiadaczem porcelanowej zastawy i będzie organizował przy niej przyjęcia i uczty dla znajomych i przyjaciół. Najgorsze było to, że posiadacz musiał oświadczyć, że jest świadomy, że w jego zastawie znajduje się egzemplarz z niewidoczną skazą fabryczną, co jak wiadomo dyskwalifikowało na zawsze prawdziwość powstającej legendy całego Kręgu Porcelanowej Zastawy, jak i poszczególnych Wybrańców. I jeszcze te okresowe ankiety rzekomo na temat cech porcelany, wytrzymałości, długości i jakości użytkowania.
Co rusz zdarza się, że Grupa Ludzi Skupiona Wokół Pękatego Czajnika wyciąga z niepotrzebnych szaf Rady Szarych Ludzi takie zadeklarowane na siebie wyroki, choć tak naprawdę powinna wyciągnąć trupy a szafy dawno spalić. Ale to jeszcze nie jest najgorsze. Najgorsze jest to, że w niektórych Wybrańcach z Kręgów Porcelanowych Zastaw zrodziło się zwątpienie: To co? To wszystko kim i czym teraz jestem ma taką skazę jaką miała ta porcelana, przy której zasiadaliśmy i karmiliśmy się ideałami? Może to przede mną najczęściej stało naczynie ze skazą? Czy moja wartość jest warta mnie, a ja przyzwoitości i czasów, w których żyję? Czy posiadacz porcelany, organizator naszych uczt, poczęstunków i spotkań, naszego życia miał prawo być ich organizatorem skoro wiedział, że porcelana ma skazę? Wypełniał ankiety... I kiedy? Zaraz po naszych spotkaniach czy może w trakcie, kiedy my zasłuchani, zapatrzeni, zachłyśnięci ideałami wierzyliśmy mu i ufaliśmy, projektowaliśmy świat z legend o zastawach z nieskazitelnej porcelany...  Z takimi dylematami przyszło zmierzyć się niejednemu z Wybrańców zasiadających w Kręgu Porcelanowej Zastawy. Dlatego któryś z nich udał się do Gładkomówiącej Zwykłej Jędzy i zapytał:

- Gładkomówiąca Zwykła Jędzo, powiedz, bo przecież tkwi w tobie mądrość wielu pokoleń Gładkomówiących Zwykłych Jędz i Czarownic, jak mam to sobie wszystko poukładać? Czy moje życie przejęło skażenie porcelany ze skazą i co myśleć o posiadaczu porcelanowej zastawy? Czy prawdziwe są wszystkie ideały, na których wzrósł mój charakter skoro uczty nie były organizowane przy nieskazitelnej porcelanie? Czy ja jestem prawdziwym Wybrańcem i czy wtedy też byłem prawdziwie powołany do zasiadania w Kręgu Porcelanowej Zastawy? Gdzie byłbym dzisiaj, gdyby nie te przyjęcia? Czy byłbym dalej, czy bliżej, czy może w tym samym miejscu? Czy kłamstwem jest teraźniejszość w takiej samej mierze jakim kłamstwem była przeszłość? Co jest prawdziwe i co jest prawdą? Powiedz, Gładkomówiąca Zwykła Jędzo, czy omamił mnie ułudą przy porcelanie ze skazą zakupioną za okazaniem specjalnego talonu ze sfinalizowaniem zakupu własnoręcznym podpisem i zobowiązaniem wysyłania ankiet na temat użytkowania i dał mi przez to możliwość wzrostu do... do czego? Czy lepiej byłoby, gdybym nigdy nie przyłożył do ust cienkiej ceramiki a tylko pił z siermiężnego garnuszka z wyszczerbionym rantem. Zakpił, czy zbudował? Miał prawo, czy nie miał? Jestem, czy mnie nie ma? Jakoś nie ma problemu pogodzić się z tym, że inny posiadacz nieskazitelnej porcelany, ten, który organizował przyjęcia przy wielkim stole dla całego ludu, dokonał zakupu na tych wszystkich warunkach, bo przecież to olbrzymi mit, wielka legenda, lodołamacz systemu Grupy Szarych Ludzi.

- Dlaczego?

- Bo... bo nie znam go osobiście, nie jest mi tak bliski, nie zawiódł, nie zdradził.

- Kiedy cię zawiódł Wybrańcu, twój posiadacz nieskazitelnej porcelany?

- Tak naprawdę?

- Tak. Tak naprawdę. Powiedz, kiedy cię zawiódł. Zdradził.

- Tak naprawdę to nigdy. Ani wtedy, gdy zapraszał nas na uczty w Kręgu Porcelanowej Zastawy, ani dziś.

- Dlaczego więc mówisz, że zawiódł i zdradził?

- Bo... bo przecież Grupa Ludzi Skupiona Wokół Pękatego Czajnika... bo te dokumenty z szafy... bo... Gładkomówiąca Zwykła Jędzo! To nieprawda! To terror! To sianie zamętu i strachu! To burzenie autorytetów i w końcu to tryumf i zwycięstwo Rady Szarych Ludzi.


- Pomyśl, Wybrańcu, o tych wszystkich chwilach, które spędziłeś na przyjęciach i ucztach w Kręgu Porcelanowej Zastawy, pomyśl czym wypełniona była czara, którą zbliżałeś do ust. Czujesz aromat, smak, temperaturę spożywanych napojów i potraw? Zapomniałeś, prawda? Za to dokładnie poznałeś i pamiętasz smak przyjaźni i miłości i wciąż zaprawione jest nimi twoje życie. Poznałeś jak nikt inny zapach przygody, kolor ideałów, a gdy zamkniesz powieki, wciąż widzisz szczęśliwe twarze twoich przyjaciół, których skupiła przy stole uczta u posiadacza nieskazitelnej porcelany. Wiesz czym jest prawdziwa porcelana? To mit, legenda. To człowiek jest naczyniem, które można napełnić miłością albo nienawiścią, szczęściem albo nieszczęściem, bogactwem albo biedą duchową. To człowiek jest PORCELANĄ. Wybrańcu, zaczekaj, nie skończyłam, dokąd pędzisz?!

- Przepraszam, Gładkomówiąca Zwykła Jędzo, nie mogę wysłuchać cię do końca. Muszę czym prędzej udać się do posiadacza nieskazitelnej porcelany, muszę ochronić tę kruchą czarę, bo ktoś chce ją zniszczyć, unicestwić, odebrać honor, dobre imię, zaprzeczyć prawdziwości i jakości. A tylko ja, Wybraniec, mogę zatrzymać to całe zło i  powiedzieć mu, że jestem kim jestem dzięki niemu. Dzięki tym ucztom przy stole zastawionym porcelaną ze skazą, nabytą na specjalny talon.


___________________________________________________________________________

Ale Gładkomówiąca Zwykła Jędza mówiła już tylko do siebie. Wiedziała dokąd Wybraniec poszedł. Może potrzebowała to wszystko powiedzieć. Na głos. Żeby i ona dobrze usłyszała.


Zainteresowany tematem czytelnik znajdzie tu tło opowieści.

Chciałabym jeszcze w Post Scriptum dodać, że posiadacz nieskazitelnej porcelany to jest wielki Ktoś. To Ktoś, komu w zamierzchłych czasach, gdy byłam jeszcze zwykłą harcerką, nadałam do imienia przedrostek hen i używam go do dziś. Żadna lustracja, żaden wyrok poparty tonami dokumentów, które tworzyli urzędnicy aparatu kontroli i represji, by wykazać się osiągnięciami w pracy, nie zmienią mojego stanowiska i zdania na temat henCzłowieka. Bo dzięki niemu jestem dziś tym, kim jestem. Ja oraz wielu moich przyjaciół.











środa, 18 lipca 2012

Lula

Lula urodziła córeczkę. Wydzwaniałam do niej od kilku dni, ale nie odbierała telefonu. Aż przysłała sms'a z radosną wiadomością, by potem znów nie odbierać telefonu. Kiedy wreszcie się zgłosiła miała strasznie słaby głos. Jak nie Lula. Lula dysponuje głosem mocnym jak tur, zawsze jej tej mocy w głosie zazdroszczę. Nie mówiąc o możliwościach wokalnych...
Lula ma tyle lat, że mogłaby być moją córką. A jest moją koleżanką. Losy ludzi dziwnie się plotą. Toteż dlatego w czasie, kiedy mi rodzą się wnuki, Lula urodziła dziecko. Z Lulą bardzo dobrze się koleżankuje, a jeszcze lepiej pracuje. Należy do tej kategorii ludzi, którzy każdym swoim najmniejszym działaniem czynią świat lepszym. Bardzo dużo tkwi w niej jeszcze młodzieńczego zapału i wiary w to, że można udźwignąć na swoich ramionach cały świat z jego wszystkimi problemami i że wszystko, ale to wszystko można i należy zmienić - dobre ulepszyć, złe wykorzenić. To myślenie rewolucjonistów, wojowników.  
Czasem z wyżyn mojego wieku  patrzę z wielką pobłażliwością na podejście Luli do życia i świata. Myślę o sobie, że ja już taka nie jestem. Ale, gdybym już taka nie była, to pewnie nie wybrałabym Luli spośród wszystkich ludzi wokół, jako najlepszej partnerki w działaniu i trudnej pracy. Bo Lula, Młody Człowiek i ja tworzymy najlepszy na świecie tim (team), wewnątrz którego rodzą się wspaniałe pomysły, dojrzewa działanie i tworzą się rzeczy, o których się filozofom nie śniło.
A teraz Lula urodziła córeczkę... i sądząc po jej umęczonym głosie myślę, że jest to ten moment, jedno z tych wydarzeń, które stają się balastem ściągającym wojowników z bujania w obłokach i z wyżyn marzeń o pięknym świecie i o tym, że wszystko można ułożyć wedle swojego wyobrażenia; i ten balast będzie ją ściągał ku żmudnej codzienności. Tak jak niektóre jej starsze koleżanki ;).
Po prostu Lula stała się dojrzałą kobietą. Chociaż wciąż wygląda jak dziewczynka.

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Zamazane drogowskazy

Poznałam kiedyś człowieka, który na pierwszy rzut oka nie był człowiekiem o bratniej duszy. Wręcz przeciwnie. Wspólnie spędzony czas sprawił jednak, że z przekory zaczęłam zwracać się do niego "hej Przyjacielu". Ponieważ czas, jaki spędziliśmy razem, był trudnym czasem, więc okazało się, że jednak w wielu sprawach moje zawołanie pokrywać się mogło z faktycznym znaczeniem słowa przyjaciel. Nie mówiąc o tym, że namówił mnie na zrobienie najbardziej szalonej rzeczy, jaką zrobiłam chyba w całym swoim życiu... Nie, żebym na co dzień unikała robinia rzeczy dziwnych i dziwniejszych. Jednak rzecz, do której namówił mnie HejPrzyjaciel to prawdziwy hardcore.
Rozmawiałam dzisiaj z HejPrzyjacielem i rozpamiętując nieco później nasze poznanie, spotkanie i odbytą rozmowę telefoniczną, moje myśli uciekły przez skojarzenie do całkiem innego człowieka. Do najprawdziwszego Przyjaciela.

Późny wieczór w świetlicy  Stanicy Harcerskiej w Kosarzyskach. Przyjechaliśmy na biwak CISOWCÓW już jako dorośli ludzie. Z rodzinami. Za nami kawał życia, doświadczeń, własnych, niejednokrotnie ciężkich dróg. Przez lata spotkań w dorosłym życiu wykształciliśmy w sobie doskonałą umiejętność, by w momencie spotkania z przyjaciółmi przejść przez specjalne drzwi, za którymi zostawiało się codzienność. To nie tak, że na hura zamienialiśmy się w ludzi oderwanych od rzeczywistości. To obecność przyjaciół sprawiała i sprawia, że rzeczywistość odrywa się od nas. Dzielimy się radościami i smutkami swojego życia, ale wszystkie te sprawy maleją do rozmiarów mikroskopijnych, w obliczu szczęścia, które daje nam bycie razem.
Tak samo było tamtego październikowego wieczoru.
Zrobiliśmy świeczkowisko w świetlicy. Jak dawniej. Jak wtedy, gdy byliśmy młodzieżowymi drużynowymi harcerskimi skupionymi w Chorągwianej Drużynie Drużynowych. Był z nami nasz drużynowy. Mocno już wtedy pogrążony w chorobie, o której ks. Tischner napisał: "Alkoholizm jest świadectwem klęski, której doznało w człowieku jego poczucie rzeczywistości, klęski poniesionej wobec marzenia. Mamy tutaj przykład alienacji człowieka rzeczywistego przez człowieka-marę, człowieka-upiora. Alkoholizm jest efektem tego, że człowiek zupełnie nie rozumie świata ani samego siebie."
Janusz C., od nazwiska którego powstała nazwa naszej drużyny. Człowiek, niemal rówieśnik, potrafiący porwać nas do działania na rzecz innych ludzi, na rzecz świata - w służbie Bogu. Potrafiący zapalić w nas płomień harcerskiego ogniska, które skupiło nas w swym świetle, cieple i blasku. Potrafiący zaszczepić w nas przyjaźń taką, jakiej nie spotyka się na świecie wśród innych ludzi. Który rozniecił ten ogień strzelający iskrami, a iskry w naszych marzeniach zamieniał w gwiazdy. A gwiazdy kazał nam zbierać garściami nasz drużynowy, twierdząc, że godni jesteśmy zaszczytów i tego nieziemskiego blasku. Kazał wybierać trudne drogi w myśl sentencji "per aspera ad astra"...  Zalecił, by nigdy nie poprzestać w pracy nad sobą...
Siedział w kręgu między nami - swoimi wychowankami, przyjaciółmi,  kompletnie pokonany swym upiorem. Klęskę miał zapisaną w drżących od delirki dłoniach. Cały w spazmie alkoholowego chwilowego głodu nie wydobywając głosu, za to gestami oddając słowa, śpiewał swoją ulubioną piosenkę. 
Widziałam go potem jeszcze kilkakrotnie. Już mnie nie rozpoznawał na ulicy. To już nie był on. To był człowiek-upiór. Człowiek-mara. Jak w tischnerowskim opisie. Aż nadszedł kres jego udręki i udręki wszystkich, którzy kochali prawdziwego Janusza. 
Jednak w mojej pamięci na zawsze pozostał obraz drużynowego z owego świeczkowiska zorganizowanego w październikowy wieczór w świetlicy Stanicy Harcerskiej w Kosarzyskach. 
Wiem, że jego udział w śpiewaniu piosenki, był niemym krzykiem, byśmy nie pozwolili mu całkiem utonąć w otchłani tego, co go ciągnęło na dno. Niestety w takiej sytuacji cała rzeczywistość dzieje się jak za przeźroczystą pancerną szybą, której nie można sforsować - tak jedna, jak i druga strona jest bezsilna. Nikt nie może pochwycić ręki tonącego w ekstremach nałogu, jeśli ta ręka sama nie uczepi się mocno tego, co dawno stało się nierealne, nierzeczywiste, w świecie, w którym już tylko upiory rządzą duszą i całym światem. 


We mnie Janusz pozostał, jako Przyjaciel. Człowiek naprawdę wielki. 


Hej przyjaciele!


Tam, dokąd chciałem, już nie dojdę, 
Szkoda zdzierać nóg.  
Już wędrówki naszej wspólnej  
Nadchodzi kres 

Wy pójdziecie inną drogą, 
Zostawicie mnie, 
Odejdziecie - sam zostanę 
Na rozstaju dróg 

Hej, przyjaciele 
Zostańcie ze mną 
Przecież wszystko to, co miałem,  
Oddałem Wam. 

Hej, przyjaciele 
Choć chwilę jedną 
Znowu w życiu mi nie wyszło, 
Znowu jestem sam. 

Znów spóźniłem się na pociąg 
I odjechał już 
Tylko jego mglisty koniec 
Zamajaczył mi. 

Stoję smutny na peronie 
Z tą walizką jedną, 
Tak jak człowiek, który zgubił 
Od domu swego klucz. 

Hej... 

Tam, dokąd chciałem, już nie dojdę, 
Szkoda zdzierać nóg. 
Już wędrówki naszej wspólnej 
Nadchodzi kres. 

Wy pójdziecie inną drogą, 
Zostawicie mnie, 
Zamazanych drogowskazów 
Nie odczytam już. 



/Paweł Kasperczyk/