MOTTO

"Powiadają przecie:
nie dla bryndzy bryndza
nie dla wełny wełna
ani pieniądz nie dla pieniądza".
(St. Wincenz "Na wysokiej połoninie")

Łączna liczba wyświetleń

piątek, 31 maja 2013

Kurs grafika www - w trakcie

Jeden z programów do tworzenia grafiki komputerowej opanowałam na poziomie zadowalającym... mnie. Skoro niegdyś podjęłam decyzję, że w tej dziedzinie sama sobie będę sterem, okrętem i marynarzem, więc sama musiałam postawić sobie pułap opanowania programu. Jestem  bardzo wymagająca wobec siebie, więc pewnie to wysoki pułap ;). Niektórych rzeczy żadną miarą pojąć nie mogę, ale z kilkumiesięcznego doświadczenia wiem, że wiedza, która w chwili przyswajania zdaje mi się czarną magią, z czasem staje się jasna i prosta. Działa to pewnie na zasadzie prostości rogala i ciemności pod latarnią. Mam świadomość, że wiele z moich prac graficznych, no dobra, prawie wszystkie, są toporne. Tak naprawdę sama dla siebie mam ze trzy do pięciu prac sztandarowych, z których jestem dumna, jednak jest człowiek, który daje mi zlecenia na tworzenie tej topornej grafiki komputerowej i potem to jeszcze publikuje :). Na usprawiedliwienie mam przykry fakt, który opiera się na posiadaniu nowej wersji programu, a instrukcji do jego dużo starszej wersji. Porównując, można powiedzieć, że ktoś uczy się prać w pralce automatycznej z instrukcją do "Frani".
Co najważniejsze, poznałam mechanizmy działania programu i potrafię je wykorzystywać do uzyskania odpowiednich efektów. Skoro już zaczęłam pewnie poruszać się w programie, od którego zaczęłam moją naukę, postanowiłam sięgnąć do giganta w dziedzinie grafiki www. Pierwszy raz był... jak każdy pierwszy raz. Po nim nie otwierałam giganta przez kilka tygodni. Jednak program, który opanowałam w stopniu zadowalającym (mnie), choć posiada rekomendacje mówiące, że praktycznie nie ustępuje gigantowi, ma swoje ograniczenia, których jestem świadoma (chyba, że już żadną miarą nie potrafię z tej instrukcji od pralki wirnikowej przeprowadzić żadnej syntezy na pranie w automacie). Przy czym na pierwszy plan wysuwają się moje własne ograniczenia pojmowania ;).
Po kilku tygodniach, czy to z nudów, czy niechęci wykonywania innych czynności, czy też z powodu uczucia męczącego i drążącego mnie od środka znów otworzyłam giganta. Spędziłam wiele godzin, które uleciały jakby mimochodem, przeszły obok mnie. Ale warto było, ponieważ okazało się, że gigant jest prosty, niemal jak rogal, i ma zdecydowanie więcej możliwości, oj zdecydowanie (!) niż program, który opanowałam w stopniu zadowalającym (mnie). Do tego wszystkiego znalazłam samouczki wideo, które nadały nauce tempa rakiety kosmicznej.
Cieszę się jak dziecko.

wtorek, 28 maja 2013

Krzyś

Krzyś znowu idzie do szkoły. Musi opuścić Stumilowy Las i wszystkich swoich przyjaciół. Krzyś dorósł do  kolejnej zmiany. Bo pójście do szkoły nie jest pierwszą zmianą, jaka dotyka mieszkańców Stumilowego Lasu z uwagi na dorastanie Krzysia. Choć zdawać by się mogło, że to Krzyś ze wszystkich swoich przyjaciół jest najbardziej niedorosły, bo wciąż robi coś nowego i ciągle się uczy, co dla pluszaków mocno zasadzonych w Stumilowym Lesie jest niezrozumiałe, to jednak tak nie jest. Każdy z przyjaciół Krzysia ma ugruntowaną filozofię życia i przez to czyni mocną podstawę dla Krzysiowych zmian. Bo Krzyś może liczyć na swoich małych przyjaciół i zawsze może zaczerpnąć z ich mądrości i ustatkowania. Tylko, że Krzyś jakoś za bardzo się nudzi w granicach świata, który stworzył mu autor. Krzyś wciąż poszerza swoje terytorium i umiejętności. Od Tygrysa nauczył się spadania na cztery łapy i tylko dlatego każda jego nowa życiowa przygoda kończy się dlań dobrze. I choć autor nie wymyślił, że Krzyś będzie latał samolotem, to jednak tak się stanie. Zdaje się, że autor nie miał tak szerokich horyzontów, a może tylko nie chciał robić przykrości Puchatkowi? Jednak teraz Mały Głupiutki Miś będzie musiał zmierzyć się z niejednym problem. Bo nie dość, że będzie musiał przeżyć kolejne porzucenie, to jeszcze będzie musiał zrozumieć, że latanie samolotem nie jest tym samym co latanie uczepionym do nitki przywiązanej do balonika. Podróż balonikiem, choć krótka, bo zaledwie do wysokości ula zawieszonego na drzewie, to jednak dla Kubusia jest wielkim wyczynem. I jak Krzyś wytłumaczy Puchatkowi, że jego podróż będzie nieco dłuższa, i że zniknie na długo? Jakoś nikt ze swojego miejsca zajmowanego w Stumilowym Lesie nie dostrzega tego. Tylko Mały Głupiutki Miś jest zmartwiony.
Oby z tej podróży Krzyś wrócił już na dobre. Tak, by nie musiał już nigdy rozstawać się ze swoimi przyjaciółmi.
Żegnaj Krzysiu.
Wraaaacaj szybkoooo!!!

niedziela, 26 maja 2013

Pewna naiwność

Dziś będzie gorzka opowieść, która sprawiła, że czyjeś życie stało się pozbawione nadziei.

Pewna osoba zainwestowała swój czas, emocje i pracę w przedsięwzięcie wspólne z drugą osobą. Druga osoba podrzuciła zarys pomysłu, który pewna osoba rozwinęła i stworzyła z tego spore dzieło. Realizacją zajęły się wspólnie i aż trudno uwierzyć w wielkość lojalności pewnej osoby wobec drugiej, zwłaszcza po tym, czego dopuściła się ta druga względem pewnej. Do dzisiaj pewna twierdzi, że dzieło jest wspólne, że nie mogłoby ono zaistnieć tylko przy niej, żyło dzięki obu.
Gdyby spytać obie osoby o możliwości pracy z drugą, zgodnie odpowiedziałyby, że jego partner jest trudnym współpracownikiem. Z tym, że druga nie miała do pewnej za grosz zaufania i pewna z perspektywy czasu widzi, że od samego początku traktowała ją w sposób urągający godności ludzkiej. Zaś pewna za każdym razem wybaczała, tłumacząc to właśnie trudnym charakterem drugiej, trudnościami w ogóle zapatrzona w dzieło, które - rosnąc - przynosiło bardzo szerokie i pożądane efekty dla ludzi i kawałka świata, w którym działały.
Mijały lata. Dzieło nabrało wielkości. No, powiedzmy szczerze: od początku na takie zakrawało.
Aż w którymś momencie druga w bardzo brzydki sposób pozbyła się pewnej i w jej miejsce wstawiła jakiegoś figuranta, naruszając do tego dobre imię pewnej, a wręcz je niszcząc i dokonując kradzieży intelektualnej. Spreparowała nieprawdziwe informacje na temat pewnej, a jej osobiste prace twórcze, wykorzystała do własnego awansu zawodowego podając za swoje. Niejeden film o takim scenariuszu nakręcono, ale żeby wśród przyjaciół?
Pewna twierdzi, że została okradziona intelektualnie i pozbawiona własnego dorobku, a przy tym wszystkim godności. Z wielkim rozgoryczeniem zastanawia się, czy druga działa na własny rachunek, czy z kimś trzecim do spółki. Pewna do dzisiaj nie wierzy w łajdactwo drugiej. Skłonna jest uznać to za akt głupoty, ewentualnie bezwzględnego i cynicznego wykorzystania drugiej (w konsekwencji pewnej) przez trzecią.
Zamknęła się na innych ludzi, boi się. Szuka bezpieczeństwa w samotności.
Gdybym umiała spojrzeć z boku na pewną stwierdziłabym, że jest straszliwie naiwna.
Ale nie umiem stanąć obok.
A pewna?
Choć rozum podpowiada jej, że druga to pospolita szuja, ona wciąż widzi inne podpowiedzi, te z Ducha:





Naprawdę straszna naiwność.


piątek, 24 maja 2013

Będzie rosło

Pewna kobieta tak zapamiętała się w kłamstwie, że po wielu latach regularnego i chorobowego wręcz kłamania dziś nie ma rozeznania pomiędzy fikcją a rzeczywistością. Stworzyła świat zupełnie nierealny, w którym się w końcu zgubiła. I to zgubiła się doszczętnie. Nikt z zewnątrz nie jest w stanie przebić się przez pancerny przeźroczysty mur do wnętrza jej choroby, a i ona straciła świadomość, że istnieje coś na zewnątrz, co być może jest trudne, ale rzeczywiste, realne.
Wszystkie dzieci tej kobiety kłamią jak najęte. Kłamstwo wyssały z mlekiem matki. Nawet do głowy im nie przyjdzie, że życie powinno być zbudowane na prawdzie. Kto wie, czy znają to pojęcie. Są uzależnione jak matka.

Kłamstwo jest takim samym nałogiem jak wszystkie pozostałe. Uzależnia człowieka w pełni, by posiąść go we władanie, sponiewierać i pozbawionego człowieczeństwa porzucić gdzieś na pustyni uczuć w bezmiarze upodlenia i chorobowego otępienia. I jak w przypadku każdego nałogu, całe otoczenie jest bezsilne. Może tylko przyglądać się w swej niemocy, jak nałóg pochłania uzależnionego.

Dlatego należy wystrzegać się nawet najniewinniejszego i najmniejszego kłamstewka. Bo raz posiane w człowieku, będzie rosło jak baobab na planecie Małego Księcia.

czwartek, 23 maja 2013

System Plusa

- Dzień dobry, chciałabym się dowiedzieć, dlaczego dostaję SMSy od Waszej firmy telekomunikacyjnej z groźbą obciążenia mnie "umowną karą"? Właśnie skończył się okres umowy i myślałam, że naturalnie wygasa, tak mnie zresztą informowano, gdy podpisywałam.
- Jest pani zobowiązana powiadomić nas o rezygnacji z umowy, poza tym jeszcze się nie skończyła.
- Przecież podpisywałam umowę na 36 "doładowań", "doładowałam" nawet 38 razy, więc moim zdaniem logiczne jest, że mogę zrezygnować, skoro umowa przestała obowiązywać?
- Umowa pani opiewa na 42 doładowania, owszem "doładowała" pani 38 razy i w związku z tym ma pani jeszcze 6 obowiązkowych "doładowań".
Polemizowałam na temat ilości "doładowań", ale poddałam się, bo nie miałam umowy przed sobą. Skupiłam się na matematyce. Z tym u mnie nie najlepiej, ale bez przesady!
-  Dobrze, proszę pani. Jestem gotowa uznać, że podpisałam umowę na 42 doładowania, zwłaszcza, że pani ma przed sobą całe moje konto, ja nie mam w ręku umowy. Ale proszę mi powiedzieć, czy to pani, czy reprezentowana przez panią firma wymyśliła jakieś nowe zasady w arytmetyce?
- Ja panią informuję, że ma pani jeszcze 6 obowiązkowych "doładowań".
- Ale jakim cudem??? - pytajnik trwał w nieskończoność?
- Już pani tłumaczyłam: podpisała pani umowę na 42 "doładowania", wykonała pani 38, więc zostało jeszcze 6. - Powiedziała głosem, jakby właśnie informowała mnie o odkryciu Ameryki.
- Czy my obie na pewno potrafimy liczyć?
- Ja czytam z systemu.
- To proszę w takim razie zamknąć oczy i wykonać w głowie to proste działanie.
- Po raz kolejny panią informuję... ble, ble, ble... jeśli pani jest niezadowolona z konsultacji może pani złożyć reklamację.
- Proszę pani. Jeszcze raz. Spokojnie. Zapiszmy równanie, albo odejmijmy. Jak pani, albo system, którym się pani posługuje liczy, że wychodzi 6?
- Ponieważ do przedłużenia umowy pierwsze i ostatnie doładowanie się nie liczą.
- Ale ja nie chcę przedłużać umowy!!! Ja ją właśnie chcę zakończyć!!!
- Może pani złożyć reklamację, ale taki jest regulamin i nic to pani nie da.

środa, 22 maja 2013

Dziwność

Dziwny jest ten świat.

I tyle.



















No, dobra. Rozwinę.

Najważniejsze to trzymać się głównej zasady wpojonej przez o. Fabbsa, o niezadawaniu się z głupimi. Przypomnę jak brzmi; "Z głupim się nie zadawaj, bo sprowadzi cię do swojego poziomu i powali doświadczeniem".
Jednak nader często mam kłopoty z rozpoznaniem głupca na pierwszy rzut oka.
Na to jest również reguła zaczerpnięta z pewnej dyskusji internetowej, traktująca mniej więcej o dobrym kamuflażu tych głupich.

Podczas dzisiejszej rozmowy z Paseczkiem doszłyśmy do zgodnego wniosku, że to my jesteśmy normalne, a inni nie.


Wniosek mniej więcej można zobrazować tak:



Ale o czym to ja chciałam pisać?
Aha, że dziwny jest ten świat. 


No, ale przecież dla każdego jego dziwność jest inna. Więc chyba lepiej zostawię miejsce na zastanowienie.
















To z człowieczego losu Anny German. 





wtorek, 21 maja 2013

Codzienność mknie

W czterech ścianach pod dachem pewnych ludzi zadomowiła się codzienność. Było to gdzieś pomiędzy dziesiątą a piętnastą rocznicą ślubu, przynajmniej z zewnątrz tak to się dało zauważyć. Zajęła miejsce wszystkich spraw wypierając nawet uczucia. Bo te ostatnie z gorących, z biegiem lat stawały się coraz chłodniejsze, aż w końcu wystygły. W miejscu miłości, ale to pewnie już po dwudziestej rocznicy, zaczęła dojrzewać obopólna niechęć, która z każdym rokiem przeradzała się w coś na kształt złości, potem nienawiści. W domu od pokoleń rodzili się i umierali ludzie, więc wszystkim znana była i radość płynąca z powitań, i ból mający swe źródło w pożegnaniach i odejściach. Właściwie nikt z postronnych obserwatorów nie był w stanie powiedzieć, jak mogło dojść do tego, by codzienność tak się rozrosła, bo przecież wszyscy mieszkańcy tego domu byli bardzo kreatywni, zaangażowani w działalność z różnych dziedzin życia, kochali się do szaleństwa, młodzi szanowali starsze pokolenie i niecierpliwie oczekiwali i z radością przyjmowali potomstwo. Może codzienność weszła do domu wraz z chorobą najstarszego ze staruszków? Opiekowali się nim przykładnie i z miłością. Skupiali swe działania i uczucia przy jego łóżku i nawet nie wiadomo kiedy dzieci z maleńkich wyrosły na całkiem spore istoty. Wtedy najstarszy staruszek umarł. Z tęsknoty za nim, drugi staruszek, który już przestał być do pary, rozchorował się również. Młodzi długo debatowali i uznali, że nie mają siły po raz drugi dźwigać tego krzyża. Zresztą sytuacja była inna, bo najstarszym staruszkiem, gdy młodzi byli w pracy, zajmował się ten drugi. A teraz, po śmierci najstarszego, dom pustoszał na długie godziny, gdy młodzi szli do pracy, a dzieci udawały się do szkół. Młodzi wraz ze swymi dziećmi podjęli decyzję, że oddadzą staruszka bez pary do ośrodka zajmującego się obłożnie chorymi. I chyba stało się to właśnie w tym czasie, że codzienność zajęła wolne po staruszkach miejsce w domu. Może karmiły ją wyrzuty sumienia młodych? A może po prostu pustka musi być czymś zagospodarowana? Staruszek bez pary nie żył zbyt długo, bo przecież tęsknił za najstarszym staruszkiem. Zaraz po śmierci obu staruszków miało przyjść na świat jeszcze jedno dziecko. Młodzi raczej się tym zmartwili. W każdym razie nie było już w nich tej radości, którą czuli, gdy przychodziły na świat starsze dzieci. I może dlatego, jak szybko przyszło na świat kolejne dziecko, tak szybko odeszło. Codzienność zaczęła gnać młodych i ich dzieci do jakiegoś szaleństwa, w którym się wszyscy pogubili. I choć ciągle i wiele mówiło się w czterech ścianach tego domu i na zewnątrz o wielkiej miłości, która ich łączy, to wszyscy postronni obserwatorzy z niedowierzaniem kiwali głowami, bo pomyśleli, że mieszkańcy domu stracili i wzrok, i rozsądek - wszak gołym okiem i z daleka było widać, że miejsce miłości zajęła codzienność. A ci trwali w tej codzienności, która pomalowała im szyby i serca na szaro i coraz rzadziej się uśmiechając, napełniali się goryczą i niedostatkiem dobra wzajemnego. I każdy dzień pogrążał ich coraz bardziej w codzienności i beznadziei. Ludzie zaczęli od nich stronić, bo każdy, kto wszedł pod tamten dach, wychodził upojony goryczą. I nikt ani z bliższego, ani dalszego otoczenia nie śmiał im powiedzieć, że codzienność owładnęła życiem mieszkańców domu, o którym młodzi przed ślubem śpiewali:

Zamieszkamy pod wspólnym dachem,
Przed obcymi zamkniemy drzwi,
Posadzimy przed domem kwiaty,
Których nocą nie zerwie nikt.
Przyniesiemy suchego drzewa,
Żeby zimą nie było źle,
Parę jabłek i trochę chleba,
Co nam starczą na cały wiek.

Przeczekamy każdy losu kaprys zły, 
Żeby potem żyć, normalnie żyć.  (Pod Budą)

Pod kopułą deszczowych chmur

Mam wrażenie, że zawsze, kiedy tam jestem, zanosi się na deszcz. Często pada. Ciężkie chmury oddziela od ziemi jaskrawa poświata. Z grzbietu wzgórza, którego nie potrafię przyporządkować do żadnego pasma, rozciąga się widok na Beskid Sądecki, który ku wschodowi przechodzi w Niski, z drugiej strony na Pogórze Rożnowsko-Ciężkowickie. Często widać Tatry górujące nad Beskidem Sądeckim i Pieninami, które majaczą również blisko horyzontu. Przed deszczem powietrze jest przejrzyste dlatego widoki są niepowtarzalne. Zaś widowisko, które rozgrywa się na niebie, przewalających się i kłębiących we wszystkich odcieniach chmur jest tym, które nigdy się nie znudzi, zawsze jest wyjątkowe i zmusza do niecodziennej refleksji.

Chmury

Przydrożny krzyż

Droga




niedziela, 19 maja 2013

Wielka jego wartość

Kilka dni temu wszedł do mojego domu Duży Człowiek i oznajmił, że już czas, żebym pozwoliła popłynąć łzom i uwolniła to, co mam w środku, bo sama stałam się więźniem swojego smutku. I polały się łzy. Płakałam godzina za godziną, a on - Duży Człowiek - po prostu był. Sam, będąc cichym, potrafi usłyszeć nawet niewypowiedziane słowa.
Wylałam zapewne więcej niż przysłowiowe morze łez, bo zaraz potem poczułam, jakbym była niedotleniona z powodu podtopienia. Nieogarnięty ocean pulsował we mnie aż do tamtej chwili, więc tonęłam nie zdając sobie z tego sprawy. I miałam wrażenie, że świat, który jawił mi się spoza zapuchniętych powiek jest bardziej nierealny niż sny, które w mgnieniu oka przewinęły się we mnie jak film wieloodcinkowy, niemiły serial, który śniłam każdej nocy ostatnich miesięcy. W momencie, gdy odcinki serialu sunęły w zawrotnym tempie klatka po klatce, w moim ja odblokowywał się jakiś kanał, wpuszczając życiodajną moc, która odradzała się, powstając z nieżycia.



(Syr 6,5-17) Miła mowa pomnaża przyjaciół, a język uprzejmy pomnaża miłe pozdrowienia. Żyjących z tobą w pokoju może być wielu, ale gdy idzie o doradców, [niech będzie] jeden z tysiąca! Jeżeli chcesz mieć przyjaciela, posiądź go po próbie, a niezbyt szybko mu zaufaj! Bywa bowiem przyjaciel, ale tylko na czas jemu dogodny, nie pozostanie nim w dzień twego ucisku. Bywa przyjaciel, który przechodzi do nieprzyjaźni i wyjawia wasz spór na twoją hańbę. Bywa przyjaciel, ale tylko jako towarzysz stołu, nie wytrwa on w dniu twego ucisku. W powodzeniu twoim będzie jak [drugi] ty, z domownikami twymi będzie w zażyłości. Jeśli zaś zostaniesz poniżony, stanie przeciw tobie i skryje się przed twym obliczem. Od nieprzyjaciół bądź z daleka i miej się na baczności przed twymi przyjaciółmi. Wierny bowiem przyjaciel potężną obroną, kto go znalazł, skarb znalazł. Za wiernego przyjaciela nie ma odpłaty ani równej wagi za wielką jego wartość. Wierny przyjaciel jest lekarstwem życia; znajdą go bojący się Pana. Kto się boi Pana, dobrze pokieruje swoją przyjaźnią, bo jaki jest on, taki i jego bliźni.