Ze złości i zawziętości czasem może powstać coś dobrego. Ale tylko wtedy, jeśli Bóg tym pokieruje.
Nie wiadomo czy konflikt między rodzinami trwał od zarania dziejów, czy też rodziny żyły do jakiegoś momentu w zażyłości, dość, że pewnego dnia jeden sąsiad zabronił drugiemu sąsiadowi korzystania z jego drogi. No i ten drugi musiałby chyba mieć awionetkę, by się dostać domu, o co nie byłoby trudno w pobliżu aeroklubu, ale ten postanowił poprowadzić drogę po własnym polu. Pewnie zrobiłby to wcześniej, gdyby nie znaczne utrudnienie. Otóż trzeba było pokonać głęboki na ponad 10 metrów jar, którym płynie strumyk ladaco. Są okresy, że delikatnie szemrzący potoczek zamienia się w rwącą kipiel, no bo jakże by nie. Ale są też okresy, kiedy koryto potoku wysycha.
Człowiek gór jest uparty. Musi takim być, by walczyć na co dzień z przeciwnościami, jakie mu wypukły krajobraz funduje. Gdyby nie upór, dawno rzuciłby poletka rozsiane po pagórkach w czorty i poszedł do innej pracy. Człowiek gór jest zahartowany. Zahartował go trud pracy. Zwłaszcza pracy na roli. Człowiek gór często też jest zawzięty. Niejeden raz musi się zawziąć, by podołać życiu. Dobrze, jeśli zawziętość prowadzi go do dobrego. Człowiek gór ma blisko do Pana Boga, którego nazywa Gazdą. No, bo stojąc na wierzchołku najniższej górki jest wyżej niż ten, co stoi na nizinie.
I tak się w roku 1968 pan Stach uparł, tak się zawziął, że postanowił poradzić sobie ze swoim problemem. Państwo drogi mu zrobić nie chciało. Sąsiad swoją drogę zagrodził. Cóż było robić? Trzy lata zwoził i znosił kamienie, które mozolnie układał jeden na drugim, aż powstał największy na świecie kamienny most zbudowany przez jednego człowieka. W dodatku jest to most własnej, rolniczej konstrukcji. Tunel dla potoku jest sklepiony kolebkowo. Na tym sklepieniu powstała cała konstrukcja budowli o wysokości 13 metrów, długości 20 metrów i szerokości 7,5 metra.
Tablica upamiętniająca budowniczego mostu Jana Stacha
Pan Jan Stach umarł z końcem ubiegłego roku. O moście znowu zrobiło się głośno. Kilka tygodni temu postawiono przy moście postument z tablicą pamiątkową. Napis na niej głosi, że "Wielkość człowieka nie zależy od sławy i pieniędzy, ale od tego, co po sobie pozostawił." W chwili śmierci pan Stach miał 93 lata. Minęło też 40 lat od zakończenia jego pracy. Nie dość, że zbudował most, to jeszcze ukształtował dno jaru, aby wezbrana niekiedy woda, nie zburzyła konstrukcji. Koryto potoku przed wlotem do tunelu zostało wyrównane i spłaszczone. U wylotu pogłębione, by woda przepływająca przez tunel szybciej odpływała do pobliskiego Jeziora Rożnowskiego. 20 metrów długości mostu stanowi niewielki ułamek z ponad 500 metrowego odcinka drogi, którą pan Jan wybudował i poprowadził przez swoje pole do gospodarstwa.
Aby tam dotrzeć trzeba z drogi Nowy Sącz - Brzesko w miejscowości Tęgoborze skręcić do Znamirowic. Samochód najlepiej zostawić przy przystanku autobusowym w Znamirowicach i udać się na przyjemny spacer w stronę jeziora.
Gdy zejdzie się na dno jaru, by z dołu podziwiać budowlę, ma się widoki na odsłonięte skały szlifu karpackiego, które potęgują wrażenie i urok miejsca.
Most Stacha od strony wlotu potoku
Most Stacha od strony wlotu potoku
Tunel mostu - sklepienie kolebkowe, wysokość ok. 3 m
Most Stacha od strony wylotu potoku
Most Stacha od strony wylotu potoku;
przepiękny szlif karpacki w jarze
Ruszamy z rajdem profilaktycznym. Rajd to nic innego, jak wycieczka szkolna, środowiskowa - piesza, krajoznawcza, z bazą w Stanicy Harcerskiej w Kosarzyskach. Korzystając z naszego projektu dostaje się jeszcze treści profilaktyczne. Dostaliśmy dofinansowanie, więc koszty wycieczki maleją (dla uczniów sądeckich szkół). Czekamy na ogłoszenie konkursu Urzędu Marszałkowskiego "Małopolska Gościnna" - tam również złożyliśmy projekt. Jeśli zostanie zatwierdzony w projekcie będą mogły wziąć udział dzieci i młodzież z całej Małopolski.
Jak zawsze wszystkim na miejscu się zajmiemy. Profesjonalnie. I nie ma tu żadnych przechwałek, ani pychy, bo na zdrowy rozum, kto lepiej od instruktorów harcerskich potrafi zorganizować czas wolny dzieciom i młodzieży? Do tego wszystkiego wplatając jeszcze treści wychowawcze.
Najlepiej o tym, że dobrze robimy, to co zamierzyliśmy, świadczy fakt, że już w listopadzie ubiegłego roku mieliśmy zarezerwowane terminy na jesienne integracje przyszłego roku szkolnego...
"Przechwytujemy" uczestników bezpośrednio po przyjeździe i za pomocą metodyki harcerskiej gospodarujemy im czas. Oddajemy "odmienionych" przed wyjazdem. Jak "bum-cyk-cyk", rzadko który z uczestników narzeka. Dla nauczyciela sytuacja wymarzona - ma zadowolonych wychowanków, przy czym nie on trudzi się o to zadowolenie. Jest niejako uczestnikiem naszej imprezy, podobnie jak jego podopieczni.
My zaś fundujemy uczestnikom wspaniałą wędrówkę szlakami Beskidu Sądeckiego. Wędrówkę łączymy z rekreacją nordic walking'u. Tym wszystkim zajmuje się cudowny druh Bartek. Wyprawy szlakami Popradzkiego Parku Krajobrazowego z druhem Bartkiem są niepowtarzalne. Druh Bartek jest najlepszym przewodnikiem, z jakim kiedykolwiek w życiu chodziłam po górach. Odpowiedzialność jest jego największą zaletą. Jakiejże lepszej cechy wymagać od przewodnika górskiego?
Na godziny popołudniowe, wieczorne, a niejednokrotnie i nocne - ja osobiście z wielkim upodobaniem przejmuję uczestników na zajęcia integracyjne, warsztatowe itp.
Wszystkie tegoroczne przedsięwzięcia programowe Stanicy będą oczywiście w blasku działalności i twórczości Janusza Korczaka, Starego Doktora - lekarza, publicysty, pisarza, wielkiego pedagoga, prekursora działań na rzecz praw dziecka.
Jednego roku opracowałam program autorski zajęć integracyjnych w oparciu o Konwencję o Prawach Dziecka i życie i twórczość Janusza Korczaka. Z przyjemnością wrócę do tematu, gdyż jak wiadomo, wyczerpać go nie sposób.
Oprócz tego, co oferujemy osobiście, mamy do zaproponowania spotkania z ciekawymi ludźmi regionu, np. poetką ludową - panią Wandą Łomnicką-Dulak, piszącą obok przepięknej polszczyzny, gwarą górali piwniczańskich. Niektórzy mówią o góralach piwniczańskich "Czarni Górale", ale jest to kwestia sporna; są dwie szkoły co do tego nazewnictwa. Osobiście spotkałam się, że miejscowi używają tej nazwy i twierdzą, że jest poprawna, a przewodnicy ją negują, lub dokładnie odwrotnie...
Pani Wanda jest członkiem Związku Literatów Polskich.
Możemy zaprosić również gawędziarza ludowego - Maćka Jeża, który swoimi bajaniami zabawiać może do rana. Pan Maciek był wieloletnim kierownikiem zespołu regionalnego "Dolina Popradu".
Dużą popularnością cieszą się prelekcje funkcjonariuszy Straży Granicznej z Placówki w Piwnicznej-Zdroju. Starszy chorąży sztabowy Józef Szabla przejeżdża zawsze z którym z kolegów - przewodników psów tropiących. Obok pokazów broni i wyposażenia Straży Granicznej, odbywają się pokazy pracy psa, który, o czym nie wszyscy wiedzą, jest zarejestrowanym funkcjonariuszem SG.
Z harcerskim drylem i dyscypliną, z niezwykłością chwil przy ognisku, z czarem słów gawędy harcerskiej, trudem górskiej wędrówki, elementami musztry, obrzędowością harcerską dajemy uczestnikom coś znacznie cenniejszego niż wspomnienia tych chwil. Na ile można w tak krótkim czasie, otwieramy im drogę do życia w wartościach. Takich ponadczasowych i ponadkulturowych.
Osobiście doświadczyłam, że wielu młodych ludzi nigdy ze światem wartości się nie zetknęła. Jest ich dużo, ale na szczęście nie najwięcej.
Co się będę sama chwaliła.
Tu nas chwali jedna z najlepszych szkół w mieście.
Film co prawda z jednego z naszych obozów, ale na wycieczkach dzieje się podobnie.
Na koniec nie pozostaje mi nic innego, jak zaprosić serdecznie. Szczegółowe informacje na zdjęciu informatora poniżej oraz na afiszu Rajdu "W plecaku niesiemy marzenia" (wyżej).