MOTTO

"Powiadają przecie:
nie dla bryndzy bryndza
nie dla wełny wełna
ani pieniądz nie dla pieniądza".
(St. Wincenz "Na wysokiej połoninie")

Łączna liczba wyświetleń

sobota, 30 marca 2013

Lepiej nie pytać



Czasami tak bardzo chciałabym wiedzieć dlaczego? Może zamiast jednym słowem lepiej byłoby posłużyć się dwoma i zapytać dla czego (dla jakiej przyczyny, dla jakiego skutku)?
Odpowiedź gdzieś jest. Tylko na razie schowana, niewidoczna dla oczu. Kiedy się na nią natknę, nie będzie już tak potrzebna jak w tym momencie, gdy o nią pytam. Bo wcześniej przyjdzie zrozumienie. Może zrozumienie jest odpowiedzią? Kiedy przyjdzie, okaże się, że przecież jest to proste i oczywiste. I, że tak musiało być i jest to najlepsze, co mogło się przytrafić, najsłuszniejsze rozwiązanie.
Może jest tak, że szukając odpowiedzi dorastamy do otwarcia się na przyjęcie tej oczywistej oczywistości?
Trzeba dać czasowi czas. Ten płynie i zabija rany. Tak twierdził klasyk... którego zabiły rany.

Po prostu Go spotkaj

Dzisiejszej nocy, właściwie nad ranem, śniło mi się, że dostałam SMS-a od kogoś, kto wiem, na pewno do mnie nie napisze. Patrzyłam na ekran telefonu i nie mogłam uwierzyć w to, co się stało. Z tego wielkiego zadziwienia nie zdążyłam otworzyć wiadomości, bo musiałam natychmiast odłożyć telefon. Widziałam układ słów i zdanie zapowiadające wiadomość, ale nie "zakodowałam" znaczenia. Po prostu nie przeczytałam. Kilkakrotnie w ciągu dnia zastanawiałam się, co kryła w sobie ta nieodczytana wiadomość.
Teraz wiem. Na stronie internetowej zobaczyłam to zdanie napisane przez nadawcę SMS-a, którego nie było. Przeczytałam. Już wiem. Choć możesz mi nie wierzyć.

Przy Grobie Pana

Kościelny Marian przebrany za "podhalańczyka" jest dzisiaj dowódcą warty. Prowadzi młodych chłopców i mężczyzn, przebranych jak on, na zmianę warty przy grobie. To już tradycja w tym kościele, by ubrani w historyczne dla regionu mundury mężczyźni, trzymali straż. Przez kościół przelewają się fale wiernych i tych, co dla niezrozumiałej dla siebie tradycji przychodzą do grobu Pana. Nie bardzo stara kobieta w mocno różowym berecie z długim, wyczesanym włosem klęka najbliżej, prawie u stóp wartowników. Też bym chciała tak blisko, ale mi w którymś roku warta zagrodziła drogę. Widocznie mocno różowy, z długim, wyczesanym włosem beret jest przepustką pozwalającą przekroczyć granicę zbliżenia. Najbliżej grobu są klęczniki dla lektorów, ministrantów i tych, co służą przy ołtarzu. Zmieniają się co chwilę, by w modlitewnym czuwaniu uczestniczyć w warcie. Dobrze, że się zmieniają, bo ministranci ziewają i pokładają się; czuwali nocą i od wczesnych godzin rannych. Nie mogę patrzeć na to ziewanie, bo przecież ten odruch jest zaraźliwy. No, ale gdzieś muszę patrzeć. Zakonnica, ledwo zauważalna, stroi ołtarz na nadchodzący wieczór i poranek Zmartwychwstania. Klęcząc na stopniach, układa kompozycję z kwiatów. Nagle zjawia się przy niej dziewczyna, spontanicznie zaczyna pomagać. Podszedł chłopiec z nogą w gipsie, o kulach. Przede mną klęczy stary mężczyzna z aparatem słuchowym w lewym uchu. Za prawym uchem ma naklejony plaster. Może mu się zrobiła odleżyna od aparatu? Ile taki aparat może ważyć? Ile by nie ważył, leżąc w tym samym miejscu, uciska. Druh Tadeusz też ma aparat słuchowy. Nie było go ostatnio na comiesięcznym spotkaniu komisji w hufcu. Ciekawam, jak się czuje? Ze spotkania na spotkanie jest coraz słabszy. Gaśnie powoli. Idzie zmiana warty. Tym razem nie prowadzi jej kościelny Marian. Teraz idą "strażacy". Warta kościelnego Mariana głośno stukała obcasami, tę zmianę poprzedza głos: UWAGA! Wszyscy zdążyli się usunąć, tylko rozmodlona blondyna "barbie" klęczy na środku. Obok niej kilku-, może sześcioletni chłopiec. Ktoś ją szturchnął w łokieć, choć dowódca tej warty raz za razem stojąc za nią powtarzał: UWAGA! Pozbierała się szybko, pociągnęła chłopca i natychmiast zaczęła mu wskazywać zmieniających się wartowników, ale on patrzył w inną stroną. Szturchańcem zwróciła jego uwagę. Obok usiadło małżeństwo staruszków. On, tak jak potrafią to już tylko starsi panowie, gestem dżentelmena, niemal z ukłonem, zaprosił żonę do ławki. Pochylał nad nią głowę, coś szeptał jej do ucha. Po długiej chwili zauważyłam, że ma niewładną prawą dłoń. Pewnie miał wylew. Kiedy wychodzili z ławki uśmiechnął się do mnie tylko lewą stroną twarzy. Podał żonie staruszce ramię, by się na nim wsparła. Wczoraj umarł druh Józef. Niewiele starszy ode mnie, kilkanaście lat zaledwie. Tak wielu ich odchodzi! Czy harcerstwo jest na wymarciu? Duża Mała Dziewczynka mówiła, że z ojcem proboszczem umawiała się, że w przyszłym roku harcerze będą pełnić służbę przy grobie Pana. Nie. Harcerstwo nie jest na wymarciu. Jest nas tak dużo, że statystycznie wśród umierających co rusz jest ktoś z "naszych" ludzi. Naszych, waszych - jesteśmy "dziećmi jednego Boga", choć niektórym tak trudno przejść przez bramę ekumenizmu. Podeszła rodzina z dwójką dzieci. Dziewczynka zapytała matkę szeptem, czy może się pomodlić. Z całej czwórki tylko ona się modliła. Ale jak! Ministranci na klęczniku przy grobie się zmienili, ale zaledwie uklękli, jeden z nich zaczął ziewać. Niektórzy ludzie przyklękają i od razu odchodzą. Inni klęczą długo i modlą się prawdziwie. Tabernakulum otwarte i na jego tle od wczorajszego wieczoru stoi odsłonięty krzyż. Chrystus leży w grobie niewzruszony tym pochodem. Dziewczyna pobiegła na zakrystię i przyniosła stamtąd bukiet zielonych liści. Triduum w śnieżnej aurze. W całym moim życiu takiego nie pamiętam. Druh Józef był takim cichym i skromnym człowiekiem. Chorował. Miał raka. Odejść w Wielki Piątek, to jak spełnienie obietnicy danej przez konającego Jezusa, że jeszcze dziś będzie się z Nim w raju. Droga druha Józefa była drogą do Pana. Młody mężczyzna, chłopiec jeszcze, uklęknął i zatopił się w modlitwie. Niektórzy ludzie potrafią się tak pięknie modlić. Patrzeć na głęboko rozmodlonego człowieka to wielkie przeżycie. Tak jak ta kobieta, która przed chwilą odeszła. Przy klęczącej matce stało dwoje kilkuletnich dzieci. Dzieci czekały cichutko, a matka w tym czasie "odpłynęła" w swej modlitwie. Kiedy ja miałam małe dzieci nigdy nie potrafiłam skupić się na modlitwie. Teraz pewnie też nie, skoro widzę wszystko, co się na moich oczach dzieje. Ale jak nie widzieć tego wielkiego oczekiwania, którym nabrzmiałe są dusze wszystkich przybywających do grobu? Na przykład ten kaleki mężczyzna, który nie idzie a posuwa się wsparty na kulach? Usiłuje klęknąć i choć fizycznie nie klęczy, jego postawa oddaje pokłon i cześć należną umarłemu Bogu. Mój Wujek od ponad 40. lat też o kulach przemierza swoje życie. On i jego żona są jedynymi z pokolenia moich rodziców. Brat Mojej Mamy. Nie dziwi, że tak jest, skoro to my jesteśmy już pokoleniem dziadków. Choć na szczęście świat pełen jest jeszcze starców, w których skrywa się wielka mądrość i dobroć, z której można czerpać jak ze skarbca. Jakich współczesna młodzież potrzebuje autorytetów? Są środowiska, w których jest tragicznie. Na szczęście są i takie, które są tą przyszłością, o której zwykło się mówić za poetą: świetlaną. Sprzęt nagłaśniający na dziedzińcu kościoła przy stołach do święcenia ma jakieś sprzężenie, bo co raz piszczy, świdrując wysokimi tonami wprost do mózgu. "Wiara zaczyna się od Zmartwychwstania...". Oni wszyscy, ci którzy "poprzedzili nas w drodze" już to wiedzą. Moi rodzice mieliby dziś 76 i 75 lat, Mój Brat 57. Gdy byłam młodą dziewczyną widziałam wspólne święta w domu rodziców i wyobrażałam sobie Mojego Brata po pięćdziesiątce. Do dziś zostało to w sferze wyobraźni. Tylko. I aż. Tak naprawdę są blisko każdego dnia, a szczególnie w Święta. Lęk przed śmiercią matki jest gorszy niż życie po. Duża Mała Dziewczynka jest jak skóra zdarta z Mojej Mamy. Jest takie zdjęcie w pudle ze zdjęciami, nawet zamieściłam je w książce, gdy Moja Mama była w szkole średniej, nieco starsza niż dziś Duża Mała Dziewczynka. Wypisz wymaluj. Wczoraj w sklepie spotkałam panią, która czytała moją książkę i tak pięknie ją odebrała; dziękowała mi za nią. Ja dziękowałam z kolei jej. Taka radość i zadośćuczynienie po tym, jak ten człowiek sprawił mi taki ból, po tym jak chciał odebrać mi wiarę we własne możliwości, chciał zachwiać poczucie własnej wartości, godności, zabić ducha. Boże jaki Ty cichy i pokorny leżysz w tym swoim grobie... Ból i wstyd, to wszystko co czuję stojąc przed Twoją Wielkością zamkniętą w udręczonym ciele. Mogę odczuwać ten ból? Nie zmartwychwstaniesz dla mnie tej nocy. Daj mi czas. Czas leczy rany. Będę pilnowała, by ból ten nie urósł w pychę. Przecież wiesz, że zawsze możesz wesprzeć na mnie swoje stopy, kiedy tak wisisz na krzyżu. Teraz zamknę oczy na chwilę, bym mogła wreszcie pomilczeć, bo milczenia uczysz czuwających przy Twoim grobie.

piątek, 29 marca 2013

I to jest bardzo smutne

- A wiesz Babciu? - Maleńka Wnuczka zaczyna tak każdą rozmowę.
- Tak? - nadstawiłam ucha, bo połączenie było niewyraźne a ja krzątałam się przy świątecznych wypiekach.
- Ten Jezeusek, co się ulodził niedawno w zimie... - W tym momencie głos odpłynął i działy się z nim jakieś dziwne rzeczy, więc środek wypowiedzi mi umknął. - ...to On dzisiaj umrze na krzyżu. I to jest baldzo smutne.
Na dowód tego, jak bardzo jest to smutne usteczka jej zaczęły drżeć, zrobiła pierożek i zniknęła z wizji. Poszła płakać w odosobnieniu.

Maleńka - pomyślałam - jeszcze nie wiesz jak bardzo to jest smutne i jak boli, kiedy miłość zostaje odrzucona, zdeptana i rzucona w otchłań. A już płaczesz.

czwartek, 28 marca 2013

Bezsenne noce

Czasem zdarza się taka noc, że dopada cię jakiś nieokreślony niepokój. Przekładasz go z boku na bok tak często, aż prześcieradło zdąży się zwinąć, a on zamiast zasnąć, tkwi tuż pod kopułą twojej wyobraźni. I męczy. I nie daje spokoju.  Gdyby ktoś nagrał te twoje przekładańce łóżkowe, okazałoby się, że zamiast spać, kręciłeś się przez całą noc jak bączek - dziecięca zabawka. Zwłaszcza, że gdy wstajesz rano, tak ci właśnie w głowie buczy: buuuu, buuuuuu, buuuuu. Następnej nocy to samo. Znowu obroty w prawo i w lewo, albo cały czas w tym samym kierunku. Znów ten niepokój, który przekształca się w dziwne pobudzenie, choć powinieneś przecież spać. Wstajesz, chodzisz po mieszkaniu, zaglądasz we wszystkie kąty, przekładasz jakieś przedmioty, które swą obecnością gdzieś tam, świdrują twoją pamięć, którą już drugą noc bezskutecznie usiłujesz uśpić. Wracając do łóżka po takim nocnym obchodzie gospodarstwa doznajesz olśnienia. A właściwie olśniewające światło księżyca zagląda ci w oczy i bez pytania pakuje się głębiej, do wnętrza głowy przez obie żółte plamki, siatkówki i nerwy. Spuszczasz rolety, zaciągasz zasłony. Niby robi się ciemniej, ale on tam jest i kpi sobie z ciebie. Księżyc w pełni. Moderator rytmu przyrody i życia. Odwieczny drogowskaz dla siewcy. Programator płodności rodzących stworzeń. Obiekt westchnień zakochanych i myśli ulotnych poetów. Wierutny drań, który w obecnym roku sprawił wszystkim psikusa i miast podarować na Wielkanoc rozkwitającą wiosnę, wciąż dosypuje zimy, jakby jej komu było mało.

Kiedyś, w 2005 r. na krótko przed Wielkanocą też było srogo, zimowo, ale na Święta zdążyła przyjść wiosna. Wtedy napisałam taki tekścik:


Chrystus się mocno zafrasował:
Ziemia od mrozu skostniała
Trelu ptasiego nie słychać
Choć nadszedł czas Zmartwychwstania

  Posłańców niebieskich rozesłał
By wiosny po świecie szukali
By z trawy zielonej, soczystej
Obrus na ołtarz utkali

Zatrzymał się Anioł pod lasem
Zachwycił  pięknem stworzenia
I został w przydrożnej kapliczce
Gdzie jednym jest niebo i ziemia

Bóg też na wędrówkę wyruszył
Bo smutno Mu było samemu
Zapomniał, że wiosny szuka
Oddając się świata zbawieniu

środa, 27 marca 2013

Sztuka przebaczania

Jesteś człowiekiem towarzyskim, otwartym na ludzi - ich biedę i szczęście. Starasz się być potrzebny nie szczędząc środków i serca. Otacza cię grono przyjaciół oraz bliższych i dalszych znajomych. Masz dar wejrzenia w ludzką duszę - sam nie wiesz skąd i na czym polega, ale czytasz w spotkanym człowieku jak w otwartej książce. Wystrzegasz się tych, co ci źle życzą. Z tymi, z którymi współbrzmisz na tych samych falach, podejmujesz się tworzenia rzeczy codziennych i niecodziennych, także tych z najwyższej półki.
Aż któregoś dnia ktoś, komu poświęcasz kawał życia, energii, serca i działań, komu ufasz bezgranicznie i dałbyś sobie własne członki odjąć za niego, wbija ci nóż w plecy, sprawiając dla postronnych obserwatorów wrażenie, że poklepuje cię przyjacielsko. I jeszcze wmawia, że to dla ogólnego dobra, dla uzdrowienia współpracy.
Zostajesz konający i nagle cały świat złożony z twoich przyjaciół, bliższych i dalszych znajomych staje się jednym wielkim wrogiem wykorzystującym twoją naiwność w kontaktach z drugim człowiekiem. Donośnie wybrzmiewają akordy, które niegdyś powinny zapalić czerwone światło w twojej głowie, a pomimo twojej nadprzyrodzonej zdolności wyczucia intencji zbliżającego się do ciebie człowieka, nie zrobiły tego. Nie! Gdy leżysz i nie możesz się pozbierać przypominasz sobie jednak, że zapalało się alarmowe światło, ale gasiłeś je entuzjazmem spotkania z człowiekiem, w którego uwierzyłeś.
Im bardziej się zastanawiasz, bo musisz się zastanawiać, tym bardziej znajdujesz powód, dla którego to wszystko się stało. Odkrywasz, że ludzie (niestety myślisz, że wszyscy) zostali całkowicie pozbawieni honoru.

Być może już się nigdy nie odrodzisz. A może dopiero wtedy, gdy będziesz w stanie przebaczyć.

Ów dialog dotyczył źle mówieniu. Cóż powiedzieć o źle czynieniu?





wtorek, 26 marca 2013

Pieski raj

Moja Siostra miała zabieg dwa tygodnie temu. Niestety w tym samym czasie Duża Mała Dziewczynka również trafiła do szpitala i to bardzo odległego od tego, w którym po zabiegu leżała Moja Siostra. Dopiero dzisiaj mogłam odwiedzić Moją Siostrę, będącą już w domu. Po przedpołudniowej porządkowej rewolucji siedziałam w fotelu i tak bardzo mi się nie chciało ruszyć z miejsca. Ale to tak bardzo, że powinnam była zawierzyć intuicji. Mogłam znaleźć legalną wymówkę. Mogłam też znaleźć inne usprawiedliwienie i skłonna byłam to zrobić, bo jeden z wewnętrznych głosów namawiał mnie stanowczo do spędzenia popołudnia w fotelu. Ale równocześnie odzywał się drugi, równie stanowczo namawiający mnie do pójścia do Mojej Siostry. Przecież dla mnie to nie obowiązek, a poryw serca, by być przy chorym i cierpiącym, więc poddając się drugiemu głosowi, dałam się zwieść.
Weszłam do domu Mojej Siostry w momencie, w którym żegnano się na zawsze z jednym z domowników. Tym najwierniejszym z wiernych. Tym, który pełnym miłości wzrokiem ogarnia wszystkich "swoich". Z tym, który samą swoją obecnością i pełną oddania postawą daje wyraz przywiązaniu i miłości. Takiej prostej - najprostszej z prostych - psiej miłości. Psiej wierności. Zdążył ogarnąć jeszcze i mnie, żałosnym skomleniem oznajmiając, że nie ma siły wstać, by podać mi łapę na przywitanie jak zawsze dotąd - pies dżentelmen. I odszedł cichutko.
Zwierzęta umierają tak samo jak ludzie. I pozostawiają po sobie nie mniejszą pustkę. Dla kogoś, kto prawdziwie je potrafi kochać.


poniedziałek, 25 marca 2013

A w Krakowie zimno

Uwielbiam wejść do gabinetu lekarza specjalisty, na kolejną z rzędu wizytę, i usłyszeć: "Co by pani ode mnie chciała?".
Więc, co ja bym od lekarza chciała?

  1. Najważniejsze i przede wszystkim, aby wypełniał swój zawód zgodnie z przynależną mu misją służenia innym.
  2. Aby swoją postawą, nawet jeśli jego wiedza czasami zamknięta jest bardziej w podręcznikach niż umieszczona w głowie, sprawił, że oddam się pod jego opiekę z całkowitym i bezgranicznym zaufaniem. 
  3. By jego pytania wprawiały mnie w stan skrępowania z uwagi na to, że dotykają intymnej sfery mojego ciała i ducha, a nie z powodu ich głupoty.
To wszystko. I to naprawdę niewiele. 
A niektórzy mówią, żem wymagająca...
To może jednak aż tyle? 

Zbierając wywiad dotyczący Dużej Małej Dziewczynki zawierający się w okresie od poprzedniej wizyty do dzisiejszej, w jednej chwili lekarka zaczęła się zwierzać z własnych problemów zdrowotnych. Duża Mała Dziewczynka powiedziała potem: "Pani doktor w pewnych momentach była żałosna" (!). Okazało się jednak, że nie brak profesjonalizmu z jej strony był przyczyną owych zwierzeń, a konkluzja, do której chciała doprowadzić. Otóż, ściszonym głosem zdradziła prawdę znaną mi nie od dziś, że w medycynie, tylko kilka rzeczy i to policzalnych na palcach obu, a może jednej ręki, można powiedzieć na pewno. Jej przypadek należy do tych na pewno niepewnych. I przypadek Dużej Małej Dziewczynki również. Ona na swój machnęła ręką i stwierdziła, że tak będzie żyła. Ponieważ nasz pobyt w gabinecie trwał już z 45 minut i atmosfera zrobiła się bliska przyjacielsko-domowej, wypaliłam:
- Ja w swoim własnym przypadku zrobiłabym zapewne tak samo, ale proszę mi pokazać matkę, która w przypadku dziecka podjęłaby taką decyzję. 
I zadziałało. Już po powiedzeniu tego, lekarka sama wiedziała, co od niej chcę, więc ustaliła plan diagnostyki Dużej Małej Dziewczynki zgodnie z posiadaną wiedzą medyczną. 


Zdrada

Każda zdrada jest bolesna i wywołuje ból i łzy człowiecze. I zapewne nie ma mocarza, który byłby w stanie znieść to, co ze sobą niesie jej intencja, intencja osoby dopuszczającej się tego czynu. Nawet Chrystus prosił Swojego Ojca o zmianę planu zbawienia, co powinno obrazować ogrom bólu i zdruzgotania ducha i ciała w przypadku kiedy ten haniebny czyn spadnie na człowieka.
Jakże nam łatwo przychodzi zadawanie zdrady i bólu innym ludziom. W tym również Miłości ucieleśnionej. Jak łatwo zabijamy nadzieję i miłość. Jak łatwo zabijamy Boga. Jak łatwo zabijamy innych. Jak łatwo zabijamy siebie.
Każdego dnia zdradzając.

piątek, 22 marca 2013

Kraina kwitnącej wiśni








Dzisiejszej nocy ktoś pozamieniał wszystkie drzewa w okolicy w drzewa wiśniowe. Te zaś w obfitości obsypały się białym kwieciem i delikatny poranny wiatr strząsnął sporo płatków na ziemię pokrywając ją bieluśkim kobiercem. Trzeba było te płatki z ziemi zgarniać łopatami jak śnieg zimą i usypywać z nich zaspy. Stąpało się korytarzem pomiędzy zwałami płatków kwiatów wiśni całkiem podobnie jak niedawno w korytarzach śnieżnych. Pięknie wyglądał świat w drugim dniu kalendarzowej wiosny. Nawet powietrze nabrało mlecznego koloru, a ponad drzewami unosił się jaskrawy gradient kolorujący dal rozbłyskami jasności. Życie zwolniło. Ludzie przystawali w zadziwieniu i oglądali ten fenomen i nawet samochody w wolnym tempie poruszały się ulicami miasta. Zapewne kierowcy oszołomieni pięknem i niezwykłością tego zdarzenia też chcieli nacieszyć zmysły, gdyż zjawisko to było tyleż poezją, co muzyką. Jakby fletnia Pana rozedrgała powietrze i wypuściła najwspanialsze i najdelikatniejsze dźwięki a wszyscy wielcy poeci składali słowa w poemat o tym cudzie. Zapach, dotyk i smak wspomagały ucho i oko, by w pełni doświadczyć tego, co zjawiskowe w dziejącej się rzeczywistości.
Nie wiedziałam, że dane mi dziś będzie dotknąć świata skąpanego w płatkach kwiatów wiśni, że stanę się mieszkańcem krainy kwitnącej wiśni, że raz jeszcze w biel ubrana chwalić będę mogła z ziemią cud każdej chwili.